sobota, 10 lutego 2018

Najlepszy czas na działanie jest TERAZ

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że jedyną dyscypliną w jakiej jestem samozwańczą mistrzynią jest odkładanie rzeczy na później, a dwoma najważniejszymi czynnikami odpowiadającymi za to są: stresujący nadmiar obowiązków lub całkowity ich brak.
Moje życie to wieczny krąg tych naprzemiennie występujących sytuacji.

Zawsze mam tysiąc planów, czego to nie zrobię po zakończeniu semestru/roku szkolnego/egzaminie gimnazjalnym/maturze/zdaniu prawa jazdy czy sesji (najświeższa wymówka), ponieważ przed jestem zbyt sparaliżowana stresem o to jak mi pójdzie.
A kiedy już jest po - ulatuje ze mnie całe napięcie i nie myślę już o niczym, a dni zlatują mi na spaniu i przeglądaniu Instagrama i YouTube'a...
Kiedy nic nie muszę to nie mam motywacji do zrobienia czegokolwiek z moim życiem. A przecież miałam wcześnie wstawać, zdrowo się odżywiać i czytać więcej książek.

I tak od początku roku "kupuję karnet na siłownię", ale zawsze coś mi przeszkadza - trzeba przecież zaliczyć semestr, pozdawać egzaminy, bla bla bla.
Nie przejdę teraz na dietę, bo mój mózg potrzebuje być dobrze odżywiony szczególnie teraz, kiedy musi działać na zwiększonych obrotach. A kilogramów przybywa.
Ale gdyby się nad tym zastanowić całkiem na poważnie - spokojnie wygospodarowałabym te parę godzin tygodniowo na ćwiczenia, gdybym chciała. A dieta? Czy naprawdę mój mózg potrzebuje tych pszennych tostów z serem?
Że nie wspomnę o tym, że blog powstał, bym mogła zapisywać na świeżo moje studenckie doświadczenia, a tu już pierwszy semestr za nami i właśnie piszę pierwszy porządny wpis. Wiecie dlaczego? Bo zbyt stresowała mnie myśl, że może to być pierwszy i ostatni semestr.
Właściwie to nadal przyjmuję możliwość, że może się tak stać (przede mną poprawki)
Ale czy kiedykolwiek będę spokojna? Skończę studia i pójdę do pracy to zacznę się stresować nowymi rzeczami i tak umrę z poczuciem, że nie zrobiłam dla siebie i świata nic wartościowego.

Ale dość użalania się nad sobą! Pora na zmiany!

I trzeba zacząć je wprowadzać właśnie teraz, w tej chwili. Żeby się zmotywować postanowiłam, że będę publikować tu podsumowania swoich zmagań ze sobą (prawdopodobnie raz na tydzień lub miesiąc). Chcę zasypiać z myślą, że nie zmarnowałam kolejnego dnia. 
Małymi kroczkami chcę przeprowadzić rewolucję w prawie każdej dziedzinie mojego życia. Ale nie będę się spieszyć.

PS. Oczywiście nie będzie to jedyny temat poruszany na blogu :) Nadal przewiduję tematykę studencką, życiową, przemyśleniową i babską.
Poprzednie wpisy usuwam, zaczynam od nowa.
Nie wiem, który to już raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj w tym blogu