czwartek, 29 marca 2018

MATURZYŚCI VS MATURA - Jak przygotować się do matury w 30 dni?


Za kilka dni zawita u nas kwiecień, a to oznacza, że nieubłagalnie zbliża się… MATURA. To już właściwie ostatnia prosta, ostatni miesiąc przygotowań. Sama przeżywałam to w zeszłym roku, więc dziś opowiem wam, jak udało mi się ją całkiem nieźle zdać i przy okazji nie zwariować ;)



KLUCZ DO SUKCESU – HARMONIA
Zasadniczo są dwie szkoły. Część osób odpuszcza w ostatnich tygodniach, albo z rezygnacji, albo z wcześniejszego przepracowania. Druga część właśnie zabiera się do roboty wierząc, że nadrobi cały materiał ze szkoły średniej.
Moi zdaniem – i tak źle, i tak niedobrze.
Niezależnie od tego, w której jesteście grupie, trzeba znaleźć jakiś złoty środek. Nie przepracowujcie się na śmierć, ani też nie marnujcie cennego czasu na oglądanie seriali całe dnie.

SEN
Nie odkryję Ameryki, ale nie mogę pominąć tego punktu. Jeśli chcesz, żeby Twój mózg prawidłowo funkcjonował na maturze, zadbaj o niego w tym ostatnim miesiącu. Stan wycieńczenia tygodniach szaleńczego trybu życia w postaci nauki 26 godzin na dobę i minus dwóch godzin snu nikomu nie służy.

ZDROWE ODŻYWIANIE I RUCH
Tak samo jak wyżej. Żeby myśleć logicznie, trzeba dostarczać organizmowi energię. Najlepiej nie w postaci zupek chińskich robionych pomiędzy zadaniami z funkcji kwadratowej, a charakterystyką bohaterów „Wesela”… Jedzcie dużo warzyw, owoców, orzechów i pijcie dużo wody!
A ruch? Po pierwsze, dotlenia mózg. Po drugie, uczcie się na moich błędach – może nie przytyjecie dzięki temu 5 kilo jak ja :P W czasie przerwy od nauki wyjdźcie na 30 minutowy spacer, poskakajcie na skakance, cokolwiek. To też dobry moment na zaczęcie praktykowania jogi – odpowiednie ćwiczenia pomogą wam się zrelaksować i skoncentrować (poszperajcie na yt!)

POWTÓRKA Z LEKTUR
Znów uczcie się na moich błędach – nie odkładajcie tego na ostatni tydzień, unikniecie dzięki temu stresu, że nie zdążycie i coś was zaskoczy. Jeśli wiecie, że to wasza słaba strona, rozłóżcie sobie na cały kwiecień czytanie streszczeń i oglądanie filmów na podstawie lektur.
Mnie matura z polskiego i błędy kardynalne stresowały do tego stopnia, że dzień przed pisemnym polskim śnił mi się Mickiewicz we własnej osobie…

ARKUSZE
Najlepszy sposób na sprawdzenie czego jeszcze nie wiecie. Jeśli uczyliście się systematycznie i macie jakąś ogólną wiedzę na temat danego przedmiotu, to w ten sposób wyłapiecie szczegóły, które wam umknęły. Poza tym daje to obraz jakich zadań możecie się mniej-więcej spodziewać, jakich odpowiedzi się od was oczekuje i o co najczęściej pytają.

OSTATNIE DNI SZKOŁY – CHODZIĆ CZY NIE?
Tak naprawdę to zależy. Jeśli wiesz, że potrafisz się zmobilizować i sto razy bardziej skupiony jesteś we własnym pokoju ze zbiorem zadań lub repetytorium, to zostań w domu i się ucz. Na pewno nie opłaca się już chodzić na przedmioty, których nie zdajecie. Ja na przykład zrezygnowałam z chodzenia na chemię czy niemiecki, ale do końca pojawiałam się na polskim, angielskim, matematyce i biologii.

AFIRMACJE I WIZUALIZACJE
Wiem, że może to brzmieć absurdalnie, ale jak coś jest głupie i działa, to nie jest głupie, tak? Posiedźcie przez chwilę w ciszy i skupcie się na powtarzaniu sobie, że jesteście pewni siebie, w pełni w stanie wykorzystać swój potencjał i zgromadzoną przez lata wiedzę i zniszczycie tę maturę ;) Potem wyobraźcie sobie jak wyluzowani idziecie na maturę, trzymacie arkusz świadomi, że znacie odpowiedzi na wszystkie pytania, a na końcu – że trzymacie kartkę ze swoimi wysokimi wynikami i umieracie ze szczęścia.
W ten sposób pozytywnie zaprogramujecie swój mózg i wszystko będzie prostsze. Uwierzcie.

NIE ODPUSZCZAJCIE…
Jeśli nie macie już siły i ochoty na ślęczenie nad książkami, zróbcie codziennie chociaż jedno zadanie. Nawet ono przybliży was choć trochę do upragnionego celu.

…ALE TEŻ NIE SPINAJCIE SIĘ
Wiem, że nad wieloma osobami ciąży presja rodziny i poczucie, że od tego zależy wasza przyszłość, bo przecież jak nie dostaniecie się za pierwszym razem na dobry kierunek, to jesteście rok w plecy i tak dalej… Ale to nie jest prawda. Jeśli w tym roku wam nie pójdzie, to nie jest to wcale koniec świata. Ja miałam to szczęście, że moi rodzice nie wywierali na mnie żadnej presji. Zdam to zdam, nie to nie i tyle. Mnóstwo osób robi drugie, trzecie, czwarte podejście. Czasem dostają się na wymarzony kierunek i okazuje się, że to nie było to. Czasem kończą studia i pracują w zawodzie zupełnie nie związanym z kierunkiem (przykład – mój tata ma znajomych w banku, na wysokich stanowiskach po np. po metalurgii i hutnictwie).

***

Na koniec jeszcze kilka słów – Ja nie byłam nigdy kujonem, a matury poszły mi dobrze. Z każdej miałam co najmniej 70%, poza maturą z matematyki, z której miałam ok. 65% i chociaż  chciałam ją tylko zdać to czuję, że było mnie i tak stać na więcej :D Może zrobię jeszcze osobny wpis o tym, jak to wszystko wyglądało u mnie.
I pamiętajcie – Miesiąc to nadal bardzo dużo! Wiele możecie jeszcze przyswoić wiedzy. 


sobota, 10 lutego 2018

Najlepszy czas na działanie jest TERAZ

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że jedyną dyscypliną w jakiej jestem samozwańczą mistrzynią jest odkładanie rzeczy na później, a dwoma najważniejszymi czynnikami odpowiadającymi za to są: stresujący nadmiar obowiązków lub całkowity ich brak.
Moje życie to wieczny krąg tych naprzemiennie występujących sytuacji.

Zawsze mam tysiąc planów, czego to nie zrobię po zakończeniu semestru/roku szkolnego/egzaminie gimnazjalnym/maturze/zdaniu prawa jazdy czy sesji (najświeższa wymówka), ponieważ przed jestem zbyt sparaliżowana stresem o to jak mi pójdzie.
A kiedy już jest po - ulatuje ze mnie całe napięcie i nie myślę już o niczym, a dni zlatują mi na spaniu i przeglądaniu Instagrama i YouTube'a...
Kiedy nic nie muszę to nie mam motywacji do zrobienia czegokolwiek z moim życiem. A przecież miałam wcześnie wstawać, zdrowo się odżywiać i czytać więcej książek.

I tak od początku roku "kupuję karnet na siłownię", ale zawsze coś mi przeszkadza - trzeba przecież zaliczyć semestr, pozdawać egzaminy, bla bla bla.
Nie przejdę teraz na dietę, bo mój mózg potrzebuje być dobrze odżywiony szczególnie teraz, kiedy musi działać na zwiększonych obrotach. A kilogramów przybywa.
Ale gdyby się nad tym zastanowić całkiem na poważnie - spokojnie wygospodarowałabym te parę godzin tygodniowo na ćwiczenia, gdybym chciała. A dieta? Czy naprawdę mój mózg potrzebuje tych pszennych tostów z serem?
Że nie wspomnę o tym, że blog powstał, bym mogła zapisywać na świeżo moje studenckie doświadczenia, a tu już pierwszy semestr za nami i właśnie piszę pierwszy porządny wpis. Wiecie dlaczego? Bo zbyt stresowała mnie myśl, że może to być pierwszy i ostatni semestr.
Właściwie to nadal przyjmuję możliwość, że może się tak stać (przede mną poprawki)
Ale czy kiedykolwiek będę spokojna? Skończę studia i pójdę do pracy to zacznę się stresować nowymi rzeczami i tak umrę z poczuciem, że nie zrobiłam dla siebie i świata nic wartościowego.

Ale dość użalania się nad sobą! Pora na zmiany!

I trzeba zacząć je wprowadzać właśnie teraz, w tej chwili. Żeby się zmotywować postanowiłam, że będę publikować tu podsumowania swoich zmagań ze sobą (prawdopodobnie raz na tydzień lub miesiąc). Chcę zasypiać z myślą, że nie zmarnowałam kolejnego dnia. 
Małymi kroczkami chcę przeprowadzić rewolucję w prawie każdej dziedzinie mojego życia. Ale nie będę się spieszyć.

PS. Oczywiście nie będzie to jedyny temat poruszany na blogu :) Nadal przewiduję tematykę studencką, życiową, przemyśleniową i babską.
Poprzednie wpisy usuwam, zaczynam od nowa.
Nie wiem, który to już raz.

Szukaj w tym blogu