Ze smutkiem muszę stwierdzić, że jedyną dyscypliną w jakiej jestem
samozwańczą mistrzynią jest odkładanie
rzeczy na później, a dwoma najważniejszymi czynnikami odpowiadającymi za to
są: stresujący nadmiar
obowiązków lub całkowity ich brak.
Moje życie to wieczny krąg tych
naprzemiennie występujących sytuacji.
Zawsze mam tysiąc planów, czego to nie zrobię po zakończeniu semestru/roku szkolnego/egzaminie gimnazjalnym/maturze/zdaniu prawa jazdy czy sesji (najświeższa wymówka), ponieważ przed jestem zbyt sparaliżowana stresem o to jak mi pójdzie.
A kiedy już jest po - ulatuje ze mnie
całe napięcie i nie myślę już o niczym, a dni zlatują mi na spaniu i przeglądaniu Instagrama
i YouTube'a...
Kiedy nic nie muszę to nie mam
motywacji do zrobienia czegokolwiek z moim życiem. A przecież miałam wcześnie
wstawać, zdrowo się odżywiać i czytać więcej książek.
I tak od początku roku "kupuję karnet na siłownię", ale zawsze coś mi przeszkadza - trzeba przecież zaliczyć semestr, pozdawać egzaminy, bla bla bla.
Nie przejdę teraz na dietę, bo mój mózg potrzebuje być dobrze odżywiony szczególnie
teraz, kiedy musi działać na zwiększonych obrotach. A kilogramów przybywa.
Ale gdyby się nad tym zastanowić
całkiem na poważnie - spokojnie wygospodarowałabym te parę godzin tygodniowo na
ćwiczenia, gdybym chciała. A dieta? Czy naprawdę mój mózg potrzebuje tych
pszennych tostów z serem?
Że nie wspomnę o tym, że blog powstał,
bym mogła zapisywać na świeżo moje studenckie doświadczenia, a tu już pierwszy
semestr za nami i właśnie piszę pierwszy porządny wpis. Wiecie dlaczego? Bo
zbyt stresowała mnie myśl, że może to być pierwszy i ostatni semestr.
Właściwie to nadal przyjmuję możliwość,
że może się tak stać (przede mną poprawki)
Ale czy kiedykolwiek będę spokojna?
Skończę studia i pójdę do pracy to zacznę się stresować nowymi rzeczami i tak
umrę z poczuciem, że nie zrobiłam dla siebie i świata nic wartościowego.
Ale dość użalania się nad sobą! Pora na zmiany!
I trzeba zacząć je wprowadzać właśnie teraz, w tej chwili. Żeby się zmotywować postanowiłam, że będę publikować tu podsumowania swoich zmagań ze sobą (prawdopodobnie raz na tydzień lub miesiąc). Chcę zasypiać z myślą, że nie zmarnowałam kolejnego dnia.
Małymi kroczkami chcę przeprowadzić
rewolucję w prawie każdej dziedzinie mojego życia. Ale nie będę się spieszyć.
PS. Oczywiście nie będzie to jedyny temat poruszany na blogu :) Nadal przewiduję tematykę studencką, życiową, przemyśleniową i babską.
Poprzednie wpisy usuwam, zaczynam od
nowa.
Nie wiem, który to już raz.